sobota, 27 lutego 2021

Zolinka

 Jesteśmy różne , nie tylko gabarytowo, ale w najważniejszych kwestiach i zasadach mówimy jednym głosem.

Poza tym potrafi mnie wkurzyć jednym słowem ( to u nich rodzinne - Tomek też to potrafi ) ale też jednym słowem przywraca równowagę.

Był czas, że pracowałyśmy razem i jakoś czułam, że to ona jest w tej pracy lepsza. I może byłoby tak nadal, ale Zolinka znalazła ogłoszenie, że szukają chętnych na testy psychologiczne. Pojechałyśmy dwa razy, rozwiązywałyśmy różne testy i poza tym , że dostałyśmy po 50 zł (kupa kasy jak ktoś ma braki) to jeszcze widziałyśmy jak wypadłyśmy . I czarno na białym wyszło, że fakt , Aśka jest lepsza ode mnie w niektórych rzeczach, ale w innych ja jestem! Jak zobaczyłam moje wyniki, to było jakby mi ktoś dał kopa w tyłek. ;D

Kiedyś , w dobrych czasach, wychodziłyśmy sobie "w miasto" takie babskie wyjścia ( z czasem poszerzone o Grażkę i Becię, bo wiadomo, że jak w lejdis muszą być cztery ) to zawsze skupiała na sobie wzrok mężczyzn. Język ma cięty, humor przedniej klasy, to zawsze było wesoło. Flirt na poziomie grzecznym.

A że ma dobre serce, jednego  dnia wyszła ze mną "nie zrobiona" Bez makijażu, rozczochrana, z rozwianym włosem i z febrą w dodatku! i co? I nic, znów byłam niewidzialna - ale za to miałyśmy niemało śmiechu.

Lucek zmarł 7 lat temu i u Zolinki było tak, jakby ktoś zdmuchnął świeczkę. Na początku udawała, że wyjechał na delegację, skupiła się na 1 komunii Córki, potem remont. W międzyczasie pożegnała też ukochanego psa. Nawet jak się uśmiechała, to widziałam jej martwe oczy. Powinnam napisać smutne, ale palce same naklikały , jak to wyglądało.

Aż pewnego dnia starsza córka namówiła ją na założenie profilu na sympatii (płatne, co trochę redukuje potencjalnych zainteresowanych ) Oczywiście nie tak od razu się zgodziła, ale kropla drąży skałę i kiedyś po prostu uznała, że a co! Chociaż będzie wesoło.

I bardzo szybko trafiła na Piotra. Najpierw @ , smsy, potem  spotkanie. Miała być kawa, a wyszło chyba 5 godzin!!I wszystko szło lawinowo! A potem wyszło, że Zolinka ma złe wyniki, że potrzebna operacja, że ona nie chce, żeby ją taką widział.

 Oj, musiałam nakrzyczeć. A Piotr się świetnie sprawdził! Na rękach by nosił swoją królewnę i tak jest do tej pory.

Nie nadążam za nimi - ciągle coś robią, ciągle jeżdżą, zwiedzają, szaleją. Jakby chcieli nadrobić te chwile, gdy byli bez siebie. I robią takie rzeczy, że nie do wiary, że to poważni, dorośli , stateczni ludzie. Hehe, stateczni? Nie znają takiego słowa!

Ja to raczej wolę się nie rzucać w oczy. Jakoś mama mi nałożyła takie ramy z których niby się wyzwoliłam, ale chyba nie do końca - "nie wolno, nie wypada, nie można, bo co ludzie powiedzą." - może i nawet nie do końca to rozumiałam, ale mama odeszła ze szybko i już nie zdążyłam z nią tak naprawdę o tym pogadać.

A Zolinka ma luz. I szaleństwo w oczach , a Piotr ją przebija! ;D

Nie ma zdjęć jak włazi na drzewo! A właziła, choć jeszcze niedawno miała problem, żeby wejść na wieżę widokową! Anioł na śniegu - proszę bardzo!


Tutaj to nawet nie próbuję się domyślać, co to za wygibasy...


Szaleństwo na motorze...

ta, która nie chciała motoru teraz mi mówi, że musi kupić odpowiednie ubrania na eskapady!


ze starych szaleństw zostało jej oddawanie krwi -  niezmiennie podziwiam!



Cieszę się, że znalazła szczęście. Że nie zamknęła się w sobie, że odważyła się w taki sposób.


Sama twierdzi tak:

Mój Mężczyzna ma wady jak każdy z nas ale:
przy Nim czuję się bezpieczna,
dzięki Niemu czuję się piękna,
nigdy nie śmiałam się tyle co teraz,
zawsze mogę liczyć na Jego pomoc nawet jak nie poproszę,
zawsze Mu się chce (nawet jak Mu się nie chce) zrobić coś ze mną lub dla mnie,
gotuje lepiej ode mnie, jest silny, zaradny i wrażliwy.
I choć czasem mnie złości (tak jak i ja Jego) to przepełnia mnie duma i wdzięczność, że mnie pokochał właśnie On.
i żeby nie było - JEST NIEODWRACALNIE ZAJĘTY !!Mój ci On!

A Wy jak znaleźliście miłość?