Obserwatorzy

poniedziałek, 1 września 2014

książki...

Nie wyobrażam sobie świata bez książek ...
Szybko nauczyłam się czytać i ..wsiąkłam.
Inny świat...
Owszem, teraz za mało czasu.Jak zaczynam wieczorem, to wystarcza trzy strony i zasypiam...
Ale bywało, że czytałam do świtu - bo musiałam wiedzieć co dalej! Już!Zaraz.
Do ulubionych wracam wielokrotnie

"Zabawa polega na tym: W statusie wpisujemy 10 książek, które w jakimś sensie z nami "zostały". Bez zastanowienia. To nie mają być "właściwe" książki czy wiekopomne dzieła literatury, tylko te, które realnie na nas wpłynęły w ten czy inny sposób. W poście oznaczamy opcjonalnie 10 osób, żeby zobaczyły naszą listę i kontynuowały zabawę."

Klarka napisała o tym post, a Baba ze Wsi zaznaczyła na fb do tej zabawy.
10 pozycji?Tylko?

Moja lista "z biegu"sama mnie zaskoczyła:))

1.Biblia
2.Akwarim (Wiktor Suworow)
3.Błękitny zamek (L.M.Montgomery)
4.Jeżycjada (Musierowicz)
5.Mała Księżniczka (F.Hodgson)
6.Tajemniczy opiekun (J.Webster)
7.Wiedźmin (Sapkowski)
8.Dziewczynka spoza szyby (Ruth-Charlewska)
9.Słoneczniki (Snopkiewicz)
10.Ten obcy (Jurgielewiczowa)

Wiem  - rozrzut jak po granacie - ale to miało być bez zastanowienia;))
Większość czytałam po kilka razy!

środa, 27 sierpnia 2014

Sołtys dostał spadek!

Mówią "na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą"

Ja wolę "jak Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno" :))

Po tym jak troje straciliśmy pracę i tak jest nieźle, chociaż długi się ciągną.
O wielu sprawach nie pisałam, bo ...za dużo narzekania niczego nie zmieni itd, itp
A przeżyliśmy wyłączenie prądu trzy dni przed świętami, telefony z banków, odłączenia komórek i wizyty różnych smutnych panów.
Łatanie starych spodni ma to do siebie, że czasem obok starej dziury robi się nowa, ale...łatamy.

Dzisiaj chciałam jednak napisać o dwóch ważnych sprawach, może to komuś pomoże.
Trzy lata temu Sołtys wziął kredyt konsolidacyjny, żeby było łatwiej.Spłacił kredyt w jednym banku, ale za zaświadczenie, że to koniec pani zażądała 50 zł, więc Sołtys nie wziął.pomyślał, że skoro spłaca wcześniej całość - tyle, ile trzeba, to jest ok.
Nie było.
Po trzech latach monity z wezwaniami do zapłaty, a w końcu zawitał negocjator bankowy.
Sołtys twierdził, że nie ma w tym banku żadnego kredytu,a  pan, że nie spłacone coś i trzeba natentychmiast zapłacić 100 zł (bo komornik wejdzie na pensję) a w ciągu iluś tam dni 1400, a w ogóle to zapytać w banku, bo jest o wiele więcej!Było 2.700!
Jakie nerwy były nie muszę tłumaczyć.
Co się okazało?Bank dostał całość, ale nie pokrył kredytu, tylko zatrzymał na jakimś subkoncie i co miesiąc przelewał sam sobie i coś tam coś tam wyszło im nie tak.
I w ogóle to nie pobierają 50 zł za zaświadczenie i ...tamta pani już nie pracuje!
Muszę przyznać, że czasem w bankach zdarzają się życzliwi.
Pani z okienka pochodziła, popytała, kazała napisać odwołanie.
Po czternastu dniach telefon - " witam..dane do weryfikacji, rozmowa nagrywana, bla bla takie są przepisy banku, bla bla (Sołtys miał już prawie wybuchy) ,ale...w trosce o dalszą dobrą współpracę przyjmują jego zażalenie i nie musi spłacać!

Pamiętajcie - zawsze idźcie po zaświadczenie, że kredyt spłacony!Już niejedną taką historię słyszałam.

W zeszłym roku zmarł kuzyn Sołtysa - nikt spadku nie przyjął, bo ..same długi.
I co?Trzeba się zrzec! Najpierw załatwić akt zgonu (200 km od nas) a potem trzy wizyty u notariusza (jak na przesłuchaniu - kontakty, adresy, pesele...a rodzina duża - a nuż się znajdzie jeleń;/ )  - koszt 150 zł!
Teraz tego spadku musi się zrzec Junior, i Pysia, a w sądzie rodzinnym muszą się odbyć dwie sprawy -jedna, żebyśmy mogli podjąć decyzję w imieniu małoletnich dzieci, a druga, że odrzucamy w imieniu Lusi i Grzesia(tak samo musi zrobić Pysia, żeby spadku nie dostał czteroletni wnuk!)
Oczywiście w sądzie trzeba zapłacić za znaczki - około 50 zł za jeden, za każde dziecko osobno, czyli prawie 200 zł (chyba, że coś się zmieniło, ale raczej nie potaniało)

Ponoć coś ma się w tej sprawie zmienić, ale jak na razie na odrzucenie spadku jest pół roku, więc gdyby kogoś takie "szczęście"spotkało, to pilnujcie, bo potem nie ma odwrotu!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Szczęście

Nie dosypiam ostatnio (jak już padnę to 14,5 godziny jak w ostatnią sobotę) bo za dużo na głowie.
Dzieje się , dzieje.
Trzeba podejmować decyzję , a każda jak skok ze spadochronem.
Nie każdemu się podoba, ale cóż - są priorytety.
Czy dam radę? !
Pewnie, że dam !

Świtem  piję poranną kawkę.Od czasu do czasu zaszczeka pies sąsiadów, przejedzie auto, w garnku bulgocze zupa (zaraz lecę do pracy do wieczora)..
błoga cisza...
nagle rozlega się tupot małych stópek..Grzesiek otwiera drzwi od pokoju i melduje :siusiu.
Biegiem do łazienki...mama, sam!
Potem myjemy ręce i wtulam się w cieplutkie ciałko..
dzień dobry synku, jak się spało?

- JESZCZE NIE WSTAŁEM;))

to jest szczęście - małe kosteczki poskładane w całość.
Wielu z Was pomogło mi niektóre kosteczki poskładać - jestem wdzięczna!

niedziela, 24 sierpnia 2014

Wycieczka z mamą -opowieści Grzesia




Chociaż pogoda nie zachęcała do wycieczek, to mama stwierdziła, że  cukru nie jesteśmy i skoro miał być wspólny dzień to jest.
 

w autobusie siedziałem przy oknie i głośno komentowałem, co widać;)


a w tramwaju aż krzyczałem , bo wjechaliśmy w sam środek placu budowy!Wszędzie były kopary i dźwigi!


a potem czekaliśmy na następny tramwaj...




i znowu remonty (Kaponiera rozkopana!)



 W oddali Dom Towarowy "Okrąglak"...w czasach komuny "rzucali" tam atrakcyjne towary!
Ostatnie sklepy funkcjonowały do 2009 roku - teraz są pomieszczenia biurowe.


Neogotycki kościół z największa wieżą w Poznaniu (70 metrów)



Opera Poznańska - mama niedawno była na recitalu Michała Bajora:)


I fontanna!!!!!!

Biegiem do wody!

wow! ale duża!

i pryska woda!

nie możemy się kąpać?

Za to wiatr niesie krople ...



A potem poszliśmy na pysznego loda...


Kto ma ochotę?


Kolejny przystanek i kolejna fontanna - najnowsza w Poznaniu!

W życiu bym tak nie zapozował, gdyby nie ...obca dziewczyna ;))
Skoro ona mogła, to ja też!
 A potem znów tramwajem, tym razem do IKEA..
jaka tam świetny plac zabaw z fajnymi zabawkami.

Najpierw krótki posiłek

 ups...
Potem zabawa....




ale najbardziej lubię...kuchnię!Gotowałem, piekłem i..
zmywałem naczynia!


I sprzątałem.


A potem do galerii malta


pooglądać widoki  (kolejna fontanna!)


Pooglądaliśmy różne fajne rzeczy

potem chwila odpoczynku..


i to , co tygryski lubią najbardziej!!


zjeżdżanie po ruchomych schodach...
(mama pozwoliła tylko 6 razy;/)


I już do domu...to był fajny dzień, a mama mówiła, że jestem dzielny, bo cały czas chodziłem na swoich nóżkach:)
 
W domu odpoczynek i zabawa nowymi czołgami!;))



To był dobry dzień!:)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Gotowanie

Sprawozdanie z wczorajszej wycieczki będzie jak Grześ dostanie dostęp do pisania z możliwością dodawania zdjęć;)

Nie umiem eksperymentować w kuchni.
Musi być przepis i już - jak czegoś nie m nie umiem kombinować.
Owszem po tylu latach coś tam umiem upichcić "na oko", co nawet chwalą i wcinają, ale za szaleństwa to może gdzie indziej, a nie w kuchni.
Junior chodzi na drugą zmianę.Wstał dziś zajrzał do lodówki, poszukał po kontach...
Widziałam parówki, pomidory,paprykę, czosnek, przyprawy(dużo!!) i ryż!
Pachniało nieziemsko.
Dostałam porcję jak dla głodomora.
Cóż...niebo w gębie!

Tylko, że czuję się teraz jak smok wawelski!Pić!!!!!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Spełnianie marzeń

W tym miesiącu wypadły mi cztery niedziele pracujące - dziecko stęsknione.
Wczoraj wieczorem mówię Grześkowi, że mam wolne i spędzimy dzień razem, na to mały
 - pojedziemy busem,ciuchciom i pajem!:))
Cóż - tramwajem i autobusem to chyba się uda, ale ciuchcią?
Ale skoro to dla dziecka ważne!
Pomyślimy - byle nie padało:)

piątek, 15 sierpnia 2014

Odczuwanie bólu

Że jestem gilejza wszyscy pewnie już wią.
Jak jechaliśmy z rodzicami na jakąś imprezę rodzinną mama zawsze prosiła, żebym chociaż w jedną stronę miała czyste i całe rajstopki - cóż ..cinszko jest, a droga niełatwa.
Można powiedzieć , że moje dzieciństwo było zaznaczone strupami na kolanach.
Zresztą w latach późniejszych niewiele się zmieniło, tyle, że nabrałam pewnej wprawy - prędzej mi wyjdzie podwójny axel, czy tulup, niż upadek:)
Jestem też odporna na ból w pewnym sensie.
Kilka historii...
1.
Kiedyś, jak wyjeżdżaliśmy od rodziców, mój tato zrobił samoloty z papieru i puszczał z okna (z trzeciego piętra!)
Przy kolejnej wizycie dwuletnia Pysia wyrzuciła prze okno dwie bluzki i wieszak!
Dzięki Bogu, że sama nie patrzyła jak leci i nikt nie dostał w głowę (a babcia wyszła tylko na chwilę !)
Zbiegałam szybko po schodach (w klapkach an koturnie) i źle postawiłam nogę...
ups bolało jak diabli , z trudem weszłam na trzecie piętro.
Kulałam, konsylium domowe orzekło, że ..pewnie żyła przeskoczyła!
To był wtorek - w sobotę stwierdziłam, że może jednak warto byłoby iść do lekarza.
Okazało się, że złamana piąta kość śródstopia, z odpryskiem - gips do kolana na 6 tygodni.
2.
Chciałam kiedyś zamknąć okno dachowe.
Kurdupel jestem, więc ...podskoczyłam (za daleko było po krzesło) i..zawiesiłam się na obrączce.
A że mam półokrągłą, więc weszła jak w masło - prawie do kości ;/
Jak już się pozbierałam z podłogi - nienawidzę widoku krwi, pojechałam na pogotowie.
Pan doktor najpierw  mnie wysłał do ślusarza!
Na szczęście była fajna pielęgniarka - jak podjechała karetka pożyczyła piłkę do metalu i rozcięła.
Owszem trochę to trwało, nie raz się się "omskło" więc dłoń miałam podziobaną od tej piły, a drugą ...pogryzioną, ale wszyscy patrzeli z podziwem jak spokojnie leżę.
Oczywiście nie miałam żadnego znieczulenia, bo doktor potem sprawdzał, czy nerwy nienaruszone.
Skończyło się szyciem.
3.
1 listopada jechaliśmy na cmentarz.
Ktoś wkopał płytkę chodnikową tak, że tylko czubek wystawał i oczywiście ja na niego trafiłam(a jeszcze było z górki!)
Upadłam tak, że zobaczyłam gwiazdy, ale szybko się pozbierałam.
Owszem bolało, ale ...pojechaliśmy na cmentarz, obeszliśmy groby (mamy dużą rodzinę "w spoczynku") a potem do rodziców.
Koło 20 okazało się, że moja noga waży tonę i za diabła nie mogę jej podnieść nawet na centymetr!!
Głupio mi było, ale nie było innej rady - pojechaliśmy na ostry dyżur!
Opowiedziałam co się stało z lekkim zażenowaniem, bo dziwnie tak  przystojnemu facetowi  tłumaczyć, że mając trzydzieści lat wyrąbałam się jak dzieciak!
i że to było około 11, a dopiero wieczorem nie mogłam podnieść nogi.
Dostałam skierowanie na rtg.
Pan doktor obejrzał zdjęcie, zawołał drugiego i wypytywał o wszystko jeszcze raz.
Miałam wrażenie, że chcą mi podać alkomat!
Okazało się, że miałam skręconą nogę w kostce i kolanie!
I ja tak chodziłam od 11????
Wsadzili mi całą nogę w rynnę gipsową - jak ja się cieszyłam , że byłam w spódnicy,a  nie w spodniach!
4.
Grześka urodziłam przez cesarskie cięcie - na drugi dzień już chodziłam normalnie, aż przychodziły pielęgniarki zobaczyć co to za matka, która po cesarce śmiga po oddziale.

Z migreną tak miałam, że nie chciałam brać żadnych leków.Niestety teraz już wiem, że trzeba jak najszybciej, żeby się nie rozbujało, bo potem już gorzej.

Mammografia nie jest przyjemnym badaniem, ale jednak wczoraj trochę bolało.Wydawało mi się, że to jakiś wyjątek.
Ale może faktycznie tak jest , że mam wysoki próg bólu.

Za to psycha odwrotnie ;/