piątek, 8 stycznia 2021

Życie

W niedzielę zrobiliśmy sobie rodzinny obiad. Zięć pojechał po moją siostrę, a po drodze zajechali  na cmentarz.

Okazało się, że znów ktoś ukradł sztuczne kwiaty i znicz.

Nie zrozumiem:(((


Szczyt sklerozy wziąć wolne na szczepienie syna i zapomnieć;(

Przed chwilą dzwonili  z przychodni, jedziemy za godzinę, będzie drugi lekarz.

Mąż przyjechał, pies nie odstępuje go na krok.

Jak będę wracać z przychodni wstąpię do zoologicznego, żeby kupić jej jakąś kość, może da nam trochę spokoju.

Żeby było dobrze musi być gorzej, ale nasi panowie "lekko "przeginają.
Będziemy mieć fajny dojazd, rozumiem, że muszą być pewne niedogodności, ale jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, że nie ma nawet przejścia dla pieszych.
Wczoraj zatrzymałam się przy robotnikach, spytałam o kierownika i czemu nie ma przejścia dla ludzi -stwierdzili, że ...ulica będzie w ogóle zamknięta.
Zrobiłam zdjęcia i powiedziałam, że w takim razie zgłoszę do gminy.
Rozumiem niedogodności, naprawdę, ale nie może być tak, że nie ma dojścia do głównej drogi


Dziś przyszedł pan powiedzieć, że na trzy tyg wyłączony będzie dojazd , ale ściągnęli warstwę błota i będzie można przejść.
Nie, nie zrobili tego dla ludzi -to ich samochody budowlane miały kłopot, żeby wjechać!
Dobre i to.

Mówię do męża -chyba wyprałam i założyłam Lusi rajstopy, bo jakieś takie krótkie i zrobiłam dziurę, a Tomek z autentycznym zdziwieniem - to nie są jednorazowe????
:D
Dobrego dnia!




piątek, 1 stycznia 2021

Nowy Rok

 Niech ten Nowy Rok będzie dobry.

Doceniajmy to, co mamy, cieszmy się z drobiazgów, bądźmy zdrowi.

Marzy mi się czas, gdy będę mogła znów oddychać pełną piersią, chodzić gdzie i kiedy chcę, nie martwiąc się, czy nie stwarzam zagrożenia dla siebie i innych.

To, co złe pozostawiam za sobą , nie karmię się złymi emocjami, przebaczam i chciałabym, żeby i mi zostało zapomniane.

Jestem sama (przepraszam, z piesełkiem, ale ona odsypia nocny stres)  i robię to, na co mam ochotę i co lubię.

Czyli cieszę się prezentami gwiazdkowymi 


Przy kawie w ulubionym kubku



Tym razem Sylwestra spędziłam nietypowo - z mężem na skypie  (Lusia ze swoją paczką, Grzesiu u taty)

I dobrze mi było, wcale nie żałowałam, że nie mogę wyjść na imprezę.

Do tego kilka miłych telefonów i mnóstwo życzeń przez sms, wa, czy messengera.

Po statystyce widzę, że zagląda tu więcej , niż te dziesięć osób, które komentują ;D

Najlepszego dla Was 


sobota, 26 grudnia 2020

Świętowanie

 Tomek ma święta pracujące, Grzesia zabrał Sołtys do swojej rodziny, więc postanowiliśmy (znaczy ja ;D) że Wigilia u Siostry.

Było na tyle dobrze, na ile w tych okolicznościach mogło być. Były i łzy, były wspomnienia.

Barszcz doprawiałyśmy we trzy, czegoś ewidentnie brakowało, za to kapusta z grzybami ponoć za kwaśna ( u mnie zawsze taka)

Psy się ,o dziwo dogadały.

Mila nie przejęła się w ogóle zakazem wchodzenia na kanapę , co więcej znalazła sobie najlepsze miejsce - przy Basi



A potem znalazła chętną do miziania :D i  szczekała jak tylko Scoobi się zbliżał.



Wczoraj umówiliśmy się wszyscy, że pojedziemy do Radka.

Okazało się, że trzeba było posprzątać już, bo sarny przyszły na ucztę wigilijną.


Cóż. Kochał zwierzęta i karmił chętnie..


Potem pojechaliśmy do Pysiów. 
Lepiliśmy pierogi, rozmawialiśmy, oglądaliśmy film (Pysia darowała mi Kevina!)
Za to po powrocie zauważyłam niezadowolenie Mili, że tym razem jej nie zabrałam!

"Ale że co, ja  nie wiem, kto to zrobił, w ogóle tam nie wchodziłam!!"



Dziś siedzę sama (znaczy ze szkodnikiem ) ...Lusia w pracy.

Niech będzie lepiej, niech będzie dobrze!





czwartek, 24 grudnia 2020

...

 


Dwa dni temu pożegnaliśmy Radka, jeszcze trudno nam dziś się radować.

Wiara pomaga przetrwać ten trudny czas, a nadzieja ponownego spotkania dodaje otuchy.

Życzę Wam dobrych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia i lepszego Nowego Roku.

Bądźmy dla siebie milsi, bardziej życzliwi, bardziej uważni..

Małe gesty mają znaczenie.

niedziela, 20 grudnia 2020

Odpowiedzialna decyzja

 Macie tak, ze nie potraficie ubrać myśli w słowa?

Ja tak mam. Ubolewam, że nie jestem mądrzejsza, ale z drugiej strony nie jest aż tak źle, wiem, kogo słuchać ;D

Na Fb u Futii podejrzałam super felieton Tomasza Kowalskiego   -adres - nie mogę zatrzymać tego dla siebie:

"Należę do pokolenia, które większość swojego życia spędziło w świecie pozbawionym internetu. Wiem, trudno to sobie wyobrazić, ale tak było. Mam przez to taki przestarzały nawyk, oldschoolowy wprost imperatyw, który każe mi wierzyć w mądrość oraz wiedzę specjalistów i autorytetów. Dlatego kiedy idę do zegarmistrza, który mówi mi, że trzeba wymienić kółko zębate numer jedenaście, to ja się cieszę, cieszę się, że mogę liczyć na pomoc fachowca, a nie sięgam po telefon i nie wyszukuję, co na temat naprawy mojego zegarka ma do powiedzenia księgowa lub motorniczy.

Wracając do czasów kamienia łupanego, czyli przedinternetowych. Kiedy moi rodzice dostali informację, że szczepimy dzieciarnię przeciw gruźlicy, to staruszkowie prowadzili mnie do przychodni i oddawali w łapy brutalnej piguły. I szlus. Nie szukali podpowiedzi w Biblii, nie wygrażali koncernom farmaceutycznym i nie dyskutowali miesiącami o tym, czy lekarz ma wystarczające kompetencje do tego, by decydować o zdrowiu ich dziecka. To były czasy, w których bokser lał po mordzie na ringu, a nie dyskutował z profesorem medycyny, a ludzie pokroju Kai Godek, byli co najwyżej dzielnicowymi dziwakami, którzy w kolejce po pietruszkę, dzielili się swoimi przemyśleniami na temat wpływu samolotów na jakość kurzych jajek. Nikt ich potem nie zapraszał do telewizji i nie sadzał na przeciw dziekana wydziału zootechniki, który musiałby udowadniać racje naukowe wobec zarzutów osiedlowego idioty.

Niestety, internet oddał świat w łapy bezczelnych wariatów, którzy mają tupet podważać wiedzę specjalistów. Co najgorsze, robią to przy sporym wsparciu ze strony cynicznych mediów, których przedstawiciele – dla realizacji swoich doraźnych interesów – dopuszczają tych szkodników do głosu. Ktoś powie, że dawne czasy, o których piszę, przetrąciły mi kręgosłup i że nie mam własnego zdania i nie zadaję pytań, nie podważam zdania naukowych autorytetów. Być może. Ja jednak będę stał przy swoim i kierował się zasadą, że słuchać trzeba mądrzejszych od siebie, że nie mam obowiązku i potrzeby, by znać się na wszystkim, by ufać ludziom, którzy poświęcili swój czas i talent na zawodowe rozwiązywanie problemów innych. Możliwe, że szczepionka przeciw Covid-19 będzie miała jakieś skutki uboczne, których przewidzieć nie mogliśmy. Ale bądźmy szczerzy, życie każdego z nas pełne jest skutków ubocznych, których przewidzieć nie mogliśmy, co nie oznacza, że nie powinniśmy próbować, mimo wszystko, z nadzieją, że jednak będzie dobrze. Inaczej przecież niczego byśmy w życiu nie osiągnęli, bez choćby cienia ryzyka. Dlatego ja się zaszczepię, przy pierwszej, nadarzającej się okazji. I was też do tego namawiam. Nie naprawiajcie swoich zegarków u sprzedawcy maści od samotności."

W pracy były zapisy na szczepienia -zapisałam się!

Dziś zaskoczyli mnie sąsiedzi - dostałam "drobiazg" za dobre serce i życzliwość.




Jestem wzruszona jak nie wiem co.
 




wtorek, 15 grudnia 2020

Pomysłowy Dobromir to ja

W czasie urlopu Tomka wzięłam sobie kilka dni wolnego i pojechaliśmy do Sopotu. Z oczywistych powodów w środę wracaliśmy do domu. I dopiero po powrocie okazało się, że nie zabraliśmy torby z laptopem Tomka. Tak to jest, jak kilka osób wynosi bagaże, a my zawsze, nie wiem, jakim cudem, jesteśmy obładowani, jakbyśmy wyjeżdżali na miesiąc. Do tego pies z chorobą lokomocyjną (dostaje tabletkę i jest z lekka zamulona) kijki, buty itd

Cóż, nie było problemu, żeby Tomek korzystał z mojego (oczywiście po czasie lekcji Grzesia:))

Nową rotację dostał na poniedziałek (powrót 7 stycznia buuu) Jeszcze zdążył z nami pojeździć, pozałatwiać sprawy związane z pogrzebem i ustaliliśmy, że ja go nie odwożę, tylko pojedzie pociągiem.

Jak dojechał do domu okazało się, że wprawdzie laptop jest, ale  kabel został u mnie ;(((

Pojechał z Michałem do Gdańska i Gdyni i kocha -w żadnym sklepie nie było takiego kabla!

Zadzwonił, że trudno, trzy tygodnie bez laptopa. Pomyślałam, że trudno, my możemy jeszcze pogadać przez wa, czy messengera, ale co robić przez 10 dni na kwarantannie w obcym kraju?

Usilnie myślałam. I...



Najpierw pomyślałam, że może podjadę na PKP i podam komuś , kto jedzie do Sopotu, a potem, że może lepiej konduktorowi? Sprawdziłam, że do odjazdu mam 42 min. Szybko zapakowałam kabel w pudełko po butach, owinęłam szeroką srebrną taśmą (dopiero co wymienialiśmy drzwi i wiedziałam, gdzie te kleśmenta zostały) założyłam buty do biegania i sruuu.

Na szczęście po drodze zielona fala, tylko na ostatnich światłach przejechałam już na czerwonym (jakiś maruder przede mną - nie naśladujcie)  Wjechałam na parking przy samym wejściu, rzut okiem na tablicę, zbiegłam ze schodów i .. niemal wpadłam  na konduktora. Prawie ze łzami w oczach wydukałam moją prośbę, Okazało się, że nadal funkcjonuje coś takiego jak przesyłka konduktorska zadzwoniłam do Tomka, żeby wiedział, że o 23 musi być na dworcu, zaczęłam wypisywać dane.

Konduktor mnie uspokoił, że jeszcze mamy ...4 minuty! 😀Podpisałam , że to kabel do laptopa, uzupełniłam numery telefonów, zapłaciłam 30 zł i  już mogłam odetchnąć.

Powrotna droga z Poznania już na spokojnie.

Aaa, w sobotę robiliśmy testy -Tomek przed wylotem wymaz PCR - ujemny,

u mnie dwa dodatnie w IGM i IGG -po konsultacji z dwoma lekarzami (za jednego dzięki Futii)  na wszelki wypadek ten tydzień siedzę jeszcze w domu .

up Mila w podróży,




niedziela, 13 grudnia 2020

koniec walki

 09 12.o 23.30 , po dwugodzinnej reanimacji Radek odszedł do lepszego świata.

Wierzę w to głęboko, że Dobry Bóg  ma dla naszego zycia wspaniały plan i że częścią tego planu było właśnie to.

Te osiem lat temu cudem go uratowali, po przeszczepie jeszcze raz się zatrzymał i musieli go otwierać, ale potem było ok.

Jeszcze są łzy, jeszcze ból, który , wydaje się, nie ma końca.

Ale nie mamy płakać, że go już nie ma, bo przecież jest - w dzieciach, w naszej pamięci, we wszystkim, co było jego udziałem, ale mamy się cieszyć, że był.

Formalności były trudne. Na szczęście Tomek jeszcze nie wyleciał do Norwegii i mógł nas wozić tam, gdzie trzeba.


Pogrzeb 22.12 o 12.

Radziu...nikt już mi nie zrobi takich pasztecików jak Ty..itd...nie mogę pisać, bo łzy lecą.

Do zobaczenia ;*