sobota, 20 kwietnia 2019

Święta...

Zdrowych, radosnych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych!
Dla wierzących  - niech Zmartwychwstały Chrystus , Boży Syn, który oddał za nas swoje życie, abyśmy żyli wiecznie, obdarza nas potrzebnymi łaskami.
Dla wszystkich ludzi - niech miłość będzie zawsze na pierwszym miejscu.
Bo najważniejsza jest miłość:D

Dla rodziców i siostry małej, dzielnej Ariadny, dla, Roksany, dla Owocka i dla wszystkich, którzy stracili swoich bliskich - niech Spokój wypełni Wasze serca♥



Jakiś czas temu miałam na blogu skarbonkę dla naszego sąsiada.Dokładnie dwa lata wcześnie, w Niedzielę Wielkanocną na całą rodzinę spadł  wielki cios.
Ale na szczęście to już za nimi - Tymek  żyje także dzięki Wam - bo w skarbonce było 2000 , a przecież wiele osób wpłacało poza blogiem.I udało się, choć potrzebna suma była kosmiczna.
To pokazuje, że nigdy nie wolno tracić nadziei.
 Dziś z radością przeczytałam  ten artykuł


Grzesiu spędza święta z Tatą, ja macham do Was z Sopotu .
Pozdrawiam wszystkich czytających :D

środa, 10 kwietnia 2019

strajk

Miałam mieć popołudniówki w tym tyg, ale ze względu na strajk chodzę na rano, żeby na drugą zmianę mogła chodzić koleżanka , która ma dziecko w przedszkolu i też , na czas strajku, musi mieć dla niego opiekę.
Teoretycznie każda z nas może wziąć wolne, ale to zawsze jakiś kłopot.
Trzeba sobie pomagać.
Na szczęście Tomek akurat "zjechał" do kraju i w tym tygodniu może zajmować się Gzubem.

Jestem całym sercem za nauczycielami.
Choć zdaję sobie sprawę, że podwyżki dostaną też miernoty, które do nauczania w ogóle się nie nadają.
Mam nadzieję, że coś się zmieni i nie chodzi tylko o sprawy finansowe.
To, co dzieje się z polskim szkolnictwem woła o pomstę do nieba;(


"Pewien bogacz zapytał Arystotelesa, czy ten by się zgodził nauczyć jego syna. Arystoteles zgodził się , lecz podał wysoką stawkę.Bogacz się wzburzył:
- Aż tyle??? Za te pieniądze można kupić osła!!
- To kup- będziesz miał dwa osły.

czwartek, 28 marca 2019

słabości

Moja miłość do pająków pomału słabnie.
Dwa lata temu ugryzł mnie jeden taki w kolano.Skończyło się antybiotykiem.
W zeszłym roku kolejny w lewą rękę - odczyn zapalny taki, że leki nie pomagały, dopiero zastrzyk.
Dwa tygodnie temu kolejny - tym razem wystarczył elocom i clatra dwa razy dziennie, ale i tak nie wyglądało to fajnie.
Koniecznie muszę założyć siatkę w oknie w kuchni.

Mam korzonki.
Czuję je intensywnie od kilku dni,
Dziś już lepiej.Ale były momenty, że miałam łzy w oczach.
Tola mnie smarowała, I w zasadzie nic w domu nie robiłam.

Grześ powiedział
Czy nie lepiej nie żyć, niż tak cierpieć?
Mieć już tyle lat i być gryzionym przez pająki i nie móc się ruszać??

Zapytałam, czy chciałby, żebym umarła?
Nie!!!

Nie wiem, czy to rekolekcje nastrajają go tak refleksyjnie, ale skorzystałam z okazji, żeby porozmawiać o chorobach, ograniczeniach, szacunku dla słabszych, pomocy, nieuchronności pewnych zdarzeń.
Także o śmierci, bólu, pogodzenia się z tym, co nieuchronne.
To niełatwy temat.

Chcę, żeby był empatyczny, uważny.
Mam nadzieję, że zapamięta te rozmowy.

sobota, 23 marca 2019

Już wiem, komu zawdzięczamy, że przyszła wiosna;D

Pogoda cudowna.
Dziś dziewczyny (moja przyszła szwagierka , Becia i Grazia -czyli lejdis) wyciągnęły mnie na kijki.
Pykło 7 km!
Mam nadzieję jutro też iść, choć już wiem, że szaleć nie mogę, bo raz tak chodziłam 5 dni przed II zmianą i w konsekwencji nie straciłam żadnego kilograma, a zyskałam...febry...brrr

Wiosna przyszła za sprawą Majki.
moja wnusia od niedawna zaczęła przedszkolną przygodę.Na razie tylko po kilka godzin(ma 2,5 roku) i jeszcze czasem są łzy.
Ale jest coraz lepiej.
Bardzo przypadło jej do gusty " topienie" Marzanny w wersji przedszkolnej.
W domu powtarzała:

Najpierw wdrapujemy się na górkę..




Wbijamy Marzannę w piaseczek...




Piękna jest , prawda?





A potem podlewany...




Dla pewności dużo, nie zwracając uwagi na buciki.

I już!
Dziś było u nas 19 stopni!;D
A jak u Was?

niedziela, 17 marca 2019

Śnieżycowy jar

Widzieliście kiedyś wąwóz pokryty białymi dzwoneczkami?
Śnieżyce wiosenne można zobaczyć w Sudetach i Karpatach Wschodnich.
Ale  też, co dziwne, całkiem niedaleko mnie;D
W rezerwacie "Śnieżycowy Jar"
Rezerwat utworzony w 1975 roku , w celu zachowania tych cudnych kwiatków, możemy odwiedzać każdego roku w wyznaczone dni.

Dlaczego tylko w wyznaczone?
Bo rezerwat znajduje się na terenie ...poligonu i np w tym roku do 30 marca są ćwiczenia.
Ale w weekendy wojsko nie strzela, a ja w końcu chciałam zobaczyć ten cud, bo aż wstyd mieszkać tak blisko i jeszcze nie być.

Od rana wiało tak, jakby miało głowy urwać, ale to nas nie zraziło.
Drogę znaleźliśmy, zaparkowaliśmy auto na parkingu przed lasem  i ruszyliśmy na poszukiwania.
Początki nie wyglądały za ciekawie, ale jakoś udało nam się przejść, choć ja, jak zazwyczaj, o mały włos nie wpadłabym w błoto, bo poślizgnęłam się na liściach;D






Grzesiu ,jak pewien znany osioł , co chwilę pytał:daleko jeszcze?

Nie zabłądziliśmy tylko dlatego, że szlak był oznaczony.


Po 40 minutach naszym oczom pokazały się nieśmiało pojedyncze kwiatki,\


 a potem...cały dywan;D








Dla takiego widoku warto było iść;D

Zdjęcia nie oddają tego uroku;D

A po południu pojechaliśmy z Tomkiem i Tolą na sushi.
Wcześniej trzeba było zarezerwować stolik, bo mimo koszmarnych (jak dla mnie ) cen już raz nam się nie udało (chcieliśmy wejść "z ulicy" i zonk -wszystko zajęte.




pyszności.
Próbowałam kiedyś takich z biedronki, ale nie ma porównania.


niedziela, 10 marca 2019

dostrzegać chwile

Wczoraj na tel dostałam ostrzeżenie o silnym wietrze.I rzeczywiście wiało strasznie,widać było po drzewach
Dlatego poranna migrena wcale mnie nie zdziwiła.

Wczoraj też Tola przydusiła Grzesiowi palec (lewa stopa)drzwiami.
Była chwila płaczu, ale też budził mnie potem o 3 w nocy, że go boli.
Po omacku prawie szukałam maści dla sportowców.Pomogło.
A potem długo nie mogłam zasnąć.
Dobrze, że dziś niedziela.
Siedzimy sobie z Gzubkiem przytuleni, on ogląda bajkę, ja próbuję przegonić Frytkę w ostatniej planszy Angry birds.
W pewnej chwili młody komentuje zachowanie bohaterów:
- ale ona ignoruje swoją córkę, ja nie chciałbym mieć takiej matki.
Ty taka nie jesteś.

Czasem mam wrażenie, że nie jestem dobrą mamą, że tyle rzeczy mi nie wyszło, mimo starań.
Dlatego cieszę się, gdy słyszę od Gzuba takie słowa.

A to polecam - słuchamy dziś cały dzień;D




piątek, 8 marca 2019

kobiety!

Czytacie blog krytyka kulinarna?
Jeśli nie to polecam serdecznie.
Zwłaszcza w dzisiejszym dniu to, co napisała kiedyś, szczególnie mnie uderzyło,bo nadal aktualne.
Szkoda, że do takiej mądrości też dojrzałam dopiero teraz.
Ale lepiej późno niż później (albo wcale)
Ale może jeszcze któraś z Was znajdzie coś dla siebie?

A wszystkim kobietom życzę( i sobie)  żebyśmy były dla siebie dobre;D

"– I jak twój Antek, zdrowo rośnie?
– Tak, wszystko fajnie, choć jeszcze jest na etapie gaworzenia.
– A ile ma?
– Roczek.
– KOCHANA, moja Tosia w tym wieku już recytowała „Pana Tadeusza” z pamięci!
– No, cześć, kopę lat! Co u ciebie, KOCHANA?! 
– Dobrze, dziękuję, facet cały czas ten sam, właśnie się przeprowadziliśmy do większego mieszkania, prowadzę swoją firmę, dużo wyjeżdżamy, nie ma na co narzekać!
– A dziecko masz?
– Jakoś się jeszcze nie złożyło.
– Ojeeej, to ty życia nie znasz…
– KOCHANA, jak ty szałowo schudłaś!
– Wiesz, staram się o siebie dbać.
– No tak, no tak, trochę ci przybyło zmarszczek, KOCHANA, ale zawsze są jakieś konsekwencje!
– KOCHANA, jaką ty masz cerę! I żadnych zmarszczek!
– Ach, dziękuję, jakie to miłe!
– No tak, no tak, trochę ci się przytyło, KOCHANA, ale za to buźka, jak pupa niemowlaka!

Koleżanki, koleżanki…

Dużo pracujesz? Ojeeej, pewnie nie masz czasu dla rodziny. Nie pracujesz? Ojeeej, ja bym nigdy nie pozwoliła, żeby mnie utrzymywał facet. Wyszłaś za mąż? Ojeeej, to się może skończyć rozwodem. Nie wyszłaś za mąż? Ojeeej, pewnie cię nie szanuje, skoro się nie oświadczył. Rodziłaś naturalnie? Ojeeej, jakie to straszne. Miałaś cesarkę na życzenie? Ojeeej, nie poświęcasz się dla dziecka jak prawdziwa Matka Polka. Jesteś szczęśliwą singielką? Ojeeej, pewnie nikt cię nie chce i tylko udajesz zadowoloną, a w nocy wyjesz w poduszkę.
I tak, kurwa, do usrania.
Nikt nie wbije ci szpili tak skutecznie, jak koleżanka. Na koleżankę zawsze możesz liczyć. A to doniesie ci jakieś smakowite ploteczki na twój temat, których wcale nie masz ochoty słuchać, bo już i tak je słyszałaś. A to szepnie szefowi, że chyba coś z tobą nie tak i pewnie jedziesz na jakichś prochach, bo normalny człowiek nie jest w stanie się tak poświęcić pracy. Ewentualnie w drugą stronę – że wychodzisz z biura przed siedemnastą, żeby odebrać dziecko z przedszkola. A to przy porannej kawce zasugeruje, że ta nowa torebka, którą się tak cieszysz, nie do końca pasuje do koloru twoich oczu i generalnie jest bardzo fajna, tylko ty z nią jesteś słaba. Twój facet wyszedł na piwo z kumplami? Rzuć go! Nie wyszedł? Rzuć go! Pokłóciliście się? Rzuć go! Nie pokłóciliście się? Na wszelki wypadek i tak go rzuć, bo prędzej czy później się pokłócicie.

Koleżanki, koleżanki…

I to wszystko twoja wina. Bo kiedyś postanowiłaś, że będziesz szczęśliwym człowiekiem. Zakasałaś rękawy i wzięłaś się do roboty, podczas gdy koleżanki siedziały na dupie i wrzucały na fejsa zdjęcia kotów. Ułożyłaś swoje życie w taki sposób, aby spełniało twoje oczekiwania. To nie ma znaczenia, czy chciałaś mieć dużą rodzinę i codziennie gotować dla niej obiady, czy może wiedziałaś od dziecka, że spełnisz się podróżując i poznając świat, czy też poczucie bezpieczeństwa i satysfakcję daje ci pięcie się po szczeblach korporacyjnej kariery. To wszystko nie ma znaczenia, bo każdy jest inny i każdy ma prawo przeżyć życie tak, jak mu się podoba.
Ja zawsze chciałam podróżować i robię to od kilkunastu lat. Zawsze wiedziałam też, że kariera w korpo to nie jest moja ścieżka, więc prowadzę własną firmę i blog, który w cztery lata uczyniłam najpopularniejszym w swojej kategorii. Chciałam mieć faceta, który jest pozytywnym, spontanicznym gościem i mam. Jestem szczęśliwa do porzygu, bo tak sobie kiedyś postanowiłam i konsekwentnie zrealizowałam założony cel. A nawet jeśli się czasem potykam, to zawsze pamiętam, że prawdziwy rozwój wydarza się poza strefą komfortu. I dalej jestem szczęśliwa. Nikt nie wie ile to czasem kosztuje pracy, zarwanych nocy i wyrzeczeń, ale też ile daje zadowolenia i satysfakcji. Gdzie jest więc słaby punkt mojego życia? Och, KOCHANA, jest ich cała masa! Przede wszystkim nie mamy jeszcze dziecka (Ojeeej…), praca na swoim to nie to samo co ciepła posadka (Ojeeej…), blogi to takie śmieszne zajęcie dla nastolatków (Ojeeej…), no i nie mamy jeszcze dziecka (Ojeeej tak bardzo). Zawsze znajdzie się jakaś dobra duszyczka, która wie lepiej jak powinno wyglądać twoje życie i chętnie wytknie wszystkie domniemane wady oraz niedociągnięcia. Bo to nienormalne, żeby codziennie budzić się z uśmiechem na twarzy.
A gdybyśmy tylko zechciały być dla siebie życzliwe, wspierające i dobre? Świat byłby piękny, a my mogłybyśmy wszystko. Ale nie. Lepiej wrzucać na fejsa zdjęcia kotów, podglądać profile tych bardziej zadowolonych z życia i z fałszywą troską pisać: „Oj, KOCHANA, chyba na tych Malediwach ci się przytyło? Ściskam!”. A tak naprawdę znaczy to mniej więcej tyle: „Ale się ta krowa wozi, pewnie za kasę tego swojego obleśnego mężulka”.

Koleżanki, koleżanki…

Nie ma. Nie ma drugich szans, nie ma powrotów, nie ma litości. Jeśli choć raz wyłapię, że ktoś jest bezinteresownie złośliwy czy nielojalny – znika z mojego pola widzenia. Nie ma go – dostaje bana na fejsie i w życiu. Po co mi taka snująca się gdzieś w pobliżu menda, która gryzie w najmniej spodziewanych sytuacjach? W sytuacjach, które są dla mnie źródłem radości i chciałabym cieszyć się z ludźmi życzliwymi przy boku. Nie rozumiem funkcjonowania w takim środowisku – sztucznych uśmiechów i obrabiania sobie dupy za plecami. Szkoda mi energii, którą mogę spożytkować na bycie szczęśliwą. In – your – face – KOCHANA.
Wycinam takie „koleżanki” w pień i zawsze czuję się z tym doskonale. To jak wyrzucanie z szafy zbędnych ubrań, tylko lepiej. Nie potrzebuję, żeby mi ktokolwiek wbijał szpile, między pachnące kwiatki wkładał małe, śmierdzące gówienka złośliwości, uprzejmie donosił, że jakiś powodowany zawiścią palant powiedział kolejną bzdurę na mój temat i jednocześnie czerpał z tego donoszenia perwersyjną przyjemność. Bo zawsze miło jest dojebać temu, któremu idzie trochę lepiej. Temu, który ma zawsze na twarzy uśmiech zadowolenia. Temu, który lubi swoje życie. Choć odrobinę mu odebrać, nawet jeśli to będzie tylko dobre samopoczucie.
A kobiety w złośliwościach celują i nigdy nie są to zadowolone z życia babeczki, tylko smutne frustratki, wieczne zazdrośnice, te, którym się wszystko należy, tylko jakoś nie chcą się wziąć za robotę i po prostu po to sięgnąć. W kobiecą naturę wpisana jest zakamuflowana złośliwość. Złośliwość zbędna, która nic nie wnosi i nikomu nie pomaga. Malutka szpileczka ukryta w koku, ale zawsze w zasięgu ręki. Po co kogoś takiego trzymać blisko siebie? Ze strachu przed samotnością? Natura nie lubi próżni i puste miejsce po złośliwej koleżance zwykle szybko się wypełnia. Często treścią znacznie lepszej jakości."