poniedziałek, 31 sierpnia 2020

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Jak prawie zdobyłam swój ośmiotysięcznik i dlaczego fajne są dzwony o 6 rano


Po tym pierwszym dniu, kiedy Tomek wybrał "skrót"  (nadłożyliśmy 4 km!)  kolejny dzień był dniem odpoczynku, regeneracji sił i próbą zniwelowania zakwasów!
I robieniem planów na kolejne dni.
Nic nas nie popędzało.
Kwatera ok, w dodatku taniej niż w Polsce, widoki przepiękne - z każdej strony góry!
Nie wiedziałam, że Tatry w Polsce to 25% , reszta jest po stronie słowackiej.
I tak jak nie mam pamięci drogowej (jadąc w jedną stronę pamiętam 6 kolejnych punktów, ale nie wrócę tą samą drogą!) tak samo nie wiedziałam, które góry są które -wszystkie były piękne, zachwycające i już:D
No, może potrafiłabym powiedzieć, które Wysokie!
I to wystarczyło, zwłaszcza, że wszelkie potrzebne informacje są w internecie.
I kolejny dzień zaplanowałam ja!
Na stronie jak byk było:

Strednica – Szeroka Przełęcz

Czas: 3h 40 min, Dystans: 5,8 km, Przewyższenie: 912 m

Trasa  łatwa, więc z palcem w nosie mieliśmy wejść

Początek Zdiar - Strednica  - cel Szeroka Przełęcz (Siroke sedlo )
Pierwszy szczyt po prawej to Hawrań, na środku Płaczliwa  Skała  (Zdiarska vidla) i pierwszy z lewej Szalony wierch .
Między wierchem, a Płaczliwą Skałą jest  Szeroka przełęcz, którą zasłania Głośna skała 
Od naszego mieszkania to ponad godzina drogi, ale Tomek nie marudził uważając, że widoki są tak piękne, że warto dojechać.
A to oznaczało, że jechałam wpatrzona na drogę, bo bałam się , że gdzieś przywalimy.

Miejsca na parkingu było dużo, a widok taki, że właściwe wystarczyłby kocyk , woda i dobra książka (mam "Genialną przyjaciółkę","Dziewczynę z Brooklynu", "Motyl i skrzypce"  i kilka innych w kolejce)
Jak widać turystów nie widać;D
Za to trasa taka, że cieszyłam się, że zabraliśmy kijki.

Trzeba było w skupieniu stawiać kroki.
Mostki to pikuś, nawet polubiłam.
A potem już ostro pod górę i cieszyłam się, że wcześniej nie padało.

Przed nami wapienna turnia Łasztownicy ( słow. Lastovica 1405)  Tak wysoko mamy wejść??


Weszliśmy...odwróciłam się -przed nami Pieniny i część Zdziarskiej Doliny
A ta Łasztownica teraz taka mała ;D 
Doszliśmy do źródełka. Woda czysta, pyszna.

Jestem u kresu sił.
Odpoczywam co chwilę, zegarek sygnalizuje tętno nawet 177, co wymusza postoje.
Te chwile wykorzystuję do podziwiania widoków.
Pełną piersią oddycham chłonąc poezję zapachów.

Idziemy jeszcze kawałek, ale to, co na zdjęciu wygląda jak łagodna łąka, to Szeroka Dolina, która w rzeczywistości jest dość stroma.
Choć z trudem, ale decydujemy się na powrót.
Cóż, daliśmy radę tyle, a trzeba też pomyśleć o zejściu, a ci, co chodzą po górach wiedzą, że to jeszcze trudniejsze.
Patrzę i patrzę...
Powrót tą samą drogą.Przy źródełku nabieramy sił.
Telefon do plecaka, bo trzeba się było skupić na drodze.Cóż trzy razy zjechałam na tyłku.
A raz niestety upadłam tak, że poraniłam dłoń.
 Nawet ryczeć nie mogłam, bo Tomek stał tak, żeby mnie chwycić w razie czego, a ja upadłam na bok, (chyba odezwał się instynkt  - gdybym z impetem wpadła na niego mogło być o wiele gorzej) i nie chciałam, żeby się martwił.

Cóż, czy to porażka?
Trasa oznaczona jako łatwa, ale to jednak Wysokie Tatry!
I łańcuchy były tylko przez chwilę.
Dałam radę - wiem, ze prawie robi wielką różnicę, a jednak to, co się udało to i tak dużo;D 
Doszłam wysoko!
To mój ośmiotysięcznik;D


A dlaczego dzwony o 6 rano są takie fajne?
Bo ja ich w ogóle NIE SŁYSZĘ!!
Za to słyszy Tomek -wstaje i robi śniadanie i szykuje prowiant na drogę ;D

piątek, 31 lipca 2020

Dziś zabiorę Was do Raju

konkretnie do Słowackiego Raju.😀

W tym roku mieliśmy zwiedzać drugą część Krety.
Niestety pandemia pokrzyżowała nasze plany.
I wpadliśmy na pomysł, że  to możne pora na góry?
Polskie góry obłożone z każdej strony,więc padło na Słowację.

Dla mnie to kosmos - wysłałam linka do Tomka,co warte obejrzenia (był w pracy , w Norwegii, plus dwa tygodnie kwarantanny, więc miał czas i zajęcie)
Czasem już myślałam, że to nie był dobry pomysł, bo codziennie słyszałam o planach i chęciach i wychodziło, że musimy mieć worek pieniędzy i urlop do października, żeby to wszystko zrealizować.

Najpierw nocleg -na bookingu znaleźliśmy apartament na Słowacji w dobrej cenie i w takim miejscu, że do zwiedzania w każdą stronę coś.
Potem winiety, ubezpieczenie, kilka ciuchów przydatnych w górach,mapy górskie.
Tomek zaplanował super trasy - ale zapomniał  brać pod uwagę naszej sprawności, wagi i wieku ;D

Po przyjeździe na miejsce, po burzliwej dyskusji zdecydowałam, że najpierw Słowacki Raj -urzekły mnie przeszkody i widoki.

Ruszyliśmy z werwą.
Najpierw najważniejszy punk - wc -cóż, nic nie może przeszkadzać w wędrowaniu!

Zachwyciła mnie tabliczka przy wejściu do restauracji 


W ogóle fajnie, że łatwo się ze Słowakami dogadać;D


Ze względu na dietę z lodów zrezygnowaliśmy ;D
Zielony szlak prowadzi nas do celu


Za plecami Wysokie Tatry.
Stałam i chłonęłam widok.
Macie tak czasem, że patrzycie i serce zalewa wdzięczność za taki czas , za widoki, doznania?


Przed wejściem w las spotkaliśmy patrol poczuliśmy się zaopiekowani :D

 

Punkt widokowy -Tomasovsky Vyhlad



Zdjęcie nie oddaje głębi - bałam się podejść bliżej, żeby nie spać
 mam nadzieję, że uda się dodać filmik







Ruszamy dalej.. 
Od chłopaków (pracownicy parku) kupujemy mapę i bilety wstępu (ponoć też ubezpieczenie na trasę  -przełom Hornadu) 

Szło się fajnie i wolno, bo widoki zachwycały.Chłonęłam wszystko, żeby zapadło w pamięć głęboko.
W pewnym momencie Tomek chciał mi zrobić fajne zdjęcie , gdy szliśmy urwiskiem nad rzeką.
Pozowałam, gdy poczułam straszny ból w kostce.Mój wrzask prawdopodobnie przepłoszył wszystkie zwierzęta w promieniu kilometra.
Okazało się, że wdepnęłam w gniazdo os.Jedna zdążyła mnie użądlić, reszta latała wolniej, niż my biegliśmy!
Na szczęście miałam leki i smarowanie.


Potem zrobiło się..ciekawiej.Z filmików na you tube wiedziałam, co mnie czeka , ale widząc filmik, a przejść to różnica.
Byłam zachwycona, i podekscytowana.Zero strachu.
Patrzyłam w dół i trzymałam się łańcuchów (mieliśmy specjalne rękawice)


W pewnym momencie głośny huk -z góry powaliło się suche drzewo.Trochę się wystraszyliśmy.
A ja się wzruszyłam, bo Tomek zareagował tak, że zasłonił mnie sobą.
Na szczęście było zbyt daleko, żeby komukolwiek zagrażało (było też kilkoro innych turystów )


Odpoczynek w takim otoczeniu i grapefruit, który smakował jak ambrozja;D


Idziemy dalej, podziwiając cuda przyrody..







Oglądaliście Indianę Jonesa ? Bujało jak diabli 










Motyl mnie zachwycił ..latał blisko mnie, a na koniec  zapozował  przysiadając na łańcuchu tuż obok 


wchodzenie wcale nie było takie łatwe..




I najwyższe miejsce  - Klastorisko  (klasztorzysko)


Rozległa polana, gdzie znajdują się ruiny klasztoru kartuzów  z przełomu XIII i XIV w
, a także miejsce pamięci, symboliczny cmentarz.




Jakoś smutno się zrobiło;/ 

Powrót inną  drogą...równie piękną.
Ale ci, co chodzą po górach wiedzą, że łatwiej się wchodzi, niż schodzi!






Plan zrealizowany, 




Wróciliśmy na kwaterę padnięci jak muchy;D
Ale szczęśliwi i dumni.


Tomek wykasował kolejne zaplanowane trasy ;D 
Skoro ta miała być łatwa....