Obserwatorzy

niedziela, 21 września 2014

kici kici

Jak był Spis Powszechny Zwierzaków u Anki Wrocławianki Zolinka (moja przyjaciółka - nie ma bloga) napisała tak :
 "Zgłaszam moją psinę ukochaną, zwie się LUKA i jest podobno suczką rasy owczarek niemiecki. Ma na to papiery, ale ja sądzę, że jakieś lewe są bo to zwierz w przebraniu, strachliwy jak zając, groźny (tylko dla innych psów) jak lew, kopie nogami jak kangur a na widok jabłka lub marchwi ślini się jak pies na kość lub inny tego typu przysmak:-D Nic to jednak bo jest najukochańsza i najśliczniejsza dla mnie :-)".


Niestety Luka zachorowała i żadne leczenie nie pomagało(była już sparaliżowana)
Czasem człowiek wie, że jedyne, co może  zrobić to ulżyć cierpieniom...

To był trudny czas... 
Zolinka nie wyobrażała sobie w domu innego psa,ale...


Przecież jest tyle zwierzaków, które potrzebują domu.
I dwa takie kociaki adoptowała:))
Oto Furia i Loki


 


















Małe słodziaki;)

sobota, 20 września 2014

Pokonać lęk...walczyć, mieć marzenia i przyjaciół!! - UPDATE

Taka muza to zupełnie nie moja bajka.
Ale czasem nie da się nie słuchać, tak jak jest się biernym palaczem!
Luśka jak może robi na całą epę (najgłośniej jak można) , a Grześ chodzi i śpiewa!
Fakt, że zwykle ostatnie słowa, ale i tak mnie zaciekawiło
Tekst super i jakby dla mnie!

To jest ten dzień - dzień
To jest ta chwila - chwila
Głęboki wdech - wdech 
To niepowodzenie już przemija
Odparty lęk - lęk
Przecież potrafisz wygrywać
Dawaj do przodu
Wyciągnij dłonie i to zdobywaj
Nieprawdą jest to, że mówili nie dasz rady
Nieprawdą jest to, że nie możesz zostać wygranym taa
Nieprawdą jest mówienie marzeń nie osiągniemy
Bo to jest w twojej głowie
To od Ciebie zależy
Potrafisz wierzyć?
Potrafię! 
Więc dalej walczę
A założenie ze każdy powinien mieć szansę 
Gdy upadniesz pamiętaj – razem wstaniemy
Jeśli nie tym razem to pofarci się następnym
Nie pierwszy raz mówię ze wiara daje wsparcie
A wygranym jest już ten, który staje na starcie
Nie ważne czy pokażesz zapis wyników
Ważne ile potu wylałeś tu na treningu

Do celu masz niewiele mmm tak
A gdy upadniesz
Pomogę ci wstać
Po prostu walcz
Nie poddawaj się
To może być twój szczęśliwy dzień
/2x

Olej, co mówią o tobie wszyscy
masz swój cel inny od wszystkich
Masz wartość większą od pieniędzy
Tylko trening pozwoli być najlepszy
Chociaż szczyt jest bardzo wysoko
Jesteś w stanie sięgnąć go całym sobą
Na ramieniu torba i cicha muzyka w tle
Musisz tylko uwierzyć że 
Że nie ma mowy, by coś nie wyszło
Masz marzenia to znaczy ze masz wszystko
Pamiętaj jedno w sercu jest iskra to co reprezentujesz sobą
.....
Jeżeli ktoś kiedyś powiedział Ci, że jesteś słaby
Że nie dotrzesz tam, gdzie zamierzałeś dotrzeć
To najwyższy czas by stanąć tu, razem z nami
I udowodnić, tym wszystkim, którzy tak mówili, że nie mieli racji

Grześ już dochodzi do siebie.
Teraz trzymajcie kciuki, żeby dotrwał do 6 października bez sensacji -mamy pierwsze testy alergiczne!


Dobrego dnia dla wszystkich:))


Update

hahahaha!
jestem MISZCZEM..gupoty!
jak zmieniłam ustawienia to jakoś chyba z automatu weszła moderacja.Nie zauważyłam!
I zastanawiałam się, czy nie pora zamknąć blog (a), bo prawie 200 wejść i ..cisza!
Już poprawiłam;))

czwartek, 18 września 2014

Mamo..maaaamo............maaaaaaaaaaaamo! - dopisek

Nalałam wody do miski...
zrobiłam pianę....

od pół godziny błoga cisza! - Grzesiu zmywa!!!!!!

posprzątam potem!

wczesny wieczór:
Zolinka nakłada mi farbę, bo siwych odrostów mnogo..
Ostatnie nałożenie..wchodzi Grześ..patrzy...mówi..

ALE JESTEŚ PIĘKNA!

Zolinka pyta - co mu dajesz????

kurtyna

wtorek, 16 września 2014

Poprawa

Z astmą walczyliśmy już u Juniora, ale dopiero w wieku szkolnym.
Były ciągłe wizyty u specjalisty, leki, oklepywania itd.
Spirometria pierwsza zaskoczyła -59 % wydolności płuc.Już było wiadomo dlaczego się kulił i skarżył na ból.
Na szczęście wyrósł.

Grześ pierwszy katar dostał jeszcze jak przychodziła położna - nie mijało, a mały sapał.
Kropelki przeciwhistaminowe pomagały do czasu.
Bomba wybuchła jak miał trzy miesiące -szpital - już o tym pisałam, więc nie będę się powtarzać.
Od razu pojechaliśmy do tej samej lekarki, która "wyciągnęła" Juniora.
Konkretna kobieta i mamy do niej zaufanie.
W domu zwykle mamy zapas leków -wiemy jak działać jak się zacznie coś niedobrego.
Ale niedzielno -poniedziałkowy atak nas zaskoczył -wziewy niewiele pomagały, mały z trudem łapał oddech, jak ryba wyciągnięta z wody.
Na szczęście pediatra była ta, która "współpracuje" z alergologiem (mówi mi które leki zwiększyć, które zamienić na coś innego)
Sama była przestraszona, podejrzewała zapalenie płuc -stąd skierowanie na prześwietlenie, do szpitala i na karetkę.
Szczęście, płuca jeszcze czyste,że nowy skład leków zadziałał (oprócz wziewów także antybiotyk) - Grześ dziś zupełnie inny.
Brykał, ciągle chciał się bawić, nie odstępował na krok (tłukł kotlety dla Hosi - tak mówi na Lusię)
I tylko świsty i rzężenia dają znać, że to tylko zmyłka, że wcale tak dobrze nie jest.
Ale przynajmniej odszedł strach ..trochę, bo i tak chodzę sprawdzać, czy oddycha.

Wiem, że czasy inne.Sama pamiętam jak było 20 lat temu - nie do porównania.
O sanatorium w Rabce,do którego wysłali 10 letniego Juniora w terminie do 28 grudnia chciałabym zapomnieć!
(ile się musiałam nadzwonić i nabłagać ordynatora, żeby puścił dziecko na święta do domu to aż trudno uwierzyć!)
Oklepywania chudych plecków też nie zapomnę.

A jednak takiego strachu, jak przy trzymiesięcznym Grzesiu i wczoraj, nie miałam.Oby się nie powtórzyło!
Wierzę, że wyrośnie, jak każde dziecko nabierze odporności - to nieodzowne.
Dziękuję za każde dobre słowo:)

poniedziałek, 15 września 2014

Zapalenie oskrzeli

Grześ cały czas na wziewach, a jednak w niedzielę przyszło pogorszenie.Wieczór bardzo męczący, w nocy atak, że o 3 wdychał.
Już wiedziałam, że muszę wyłączyć budzić, bo do przedszkola na pewno nie pójdziemy;/
Koło 9 zaczęło się znowu i to dwa oddechy, atak kaszlu, dwa oddechy, atak...
Do poradni nie mogłam się dodzwonić;/
Junior został z Małym, a ja wsiadłam na rower i pojechałam go zarejestrować, okazało się, że  niecałą godzinę możemy być.Wróciłam do Gzubka, przebrałam i pojechaliśmy (mam specjalne siodełko na rower dla niego)
W poczekalni czekaliśmy 10 minut - koncert dał taki, że gdyby było więcej ludzi i tak by nas wezwała do gabinetu.
Słuchała długo , oskrzela zawalone, ale dodatkowo nie spodobała jej się lewa strona.
Najpierw wypisała leki (brał wcześniej pulmicort i berodual(, antybiotyk i dodatkowo ventolin -pamiętałam, że kiedyś już ten lek miał (-zapytałam jak działa?krócej, ale szybciej, no i przyspiesza akcję serca)
a po chwili Grześ tak kaszlał, że stwierdziła, że jednak podejrzewa zapalenie płuc.Dała nam skierowanie na prześwietlenie i na oddział;/
Nie mamy już auta, więc wypisała przekaz na karetkę,bo nie wiedziałam, czy uda mi się złapać kogoś, kto mógłby nas zawieść (mówiłam się, że mają czekać z dzwonieniem jak wrócimy do poradni - nie lubię jeździć karetką, zawsze myślę, czy ktoś nie potrzebuje jej bardziej)
Wykupiłam lek, w domu szybko podałam - na szczęście polepszyło się.
 Spakowałam do plecaka potrzebne rzeczy.

Na szczęście prześwietlenie nie wykazało zmian, to "tylko"zapalenie oskrzeli ( na szczęście bez temperatury - nie wiem, co na niego tak działa)
Mały kaszle już mniej, a ze mnie jakby siły zeszły.
Puściły emocje.Nie zapomnę jak Grześ miał obturacyjne zapalenie oskrzeli (miał 3 miesiące) i tak zawalony, że ściągali mu mechanicznie :((

Wierzę, że teraz będzie lepiej, z astmą, niestety, tak jest.

sobota, 13 września 2014

Nie wolno iść w stronę światła, bo to może być pociąg!

Macie tak, że obręcz trzyma żołądek nie pozwalając oddychać?
Coś wisi w powietrzu - mimo woli człowiek myśli, żeby już walnęło, bo czekanie jest okrutne -działanie daje siłę i nadzieje.
Grześ bierze kolejną dawkę Ribomulynu - szczepionka na uodpornienie - jak na razie nasila kaszel;/
Mały jednak bez gorączki, więc mam podawać.

W zeszłą niedzielę odprowadzaliśmy naszego gościa z Australii - Grześ zachwycony, bo przecież bliziutko pociąg!

 ojej! Następny!!!!!!
 Mamusiu!Pociąg i pociąg!

A potem spotkanie w parku Sołackim z Futi i jej córcią..
 Skradamy się, żeby z bliska podejrzeć kaczuszki...
 spokojnie, cierpliwie obserwujemy...
To była super niedziela;))


Jutro będzie o adoptowanych kotach !
Nie, nie naszych:))

P.S.
Tytuł musi być chwytliwy -nauczyłam się od Klarki:))

wtorek, 9 września 2014

Miły gość

Wielu z Was ją zna - na wielu blogach jest i podpisuje swoje komentarze - Urszula z dołu globusa:)

Co znaczą kilometry?
Najpierw komentarze, potem maile, potem rozmowy na skypie.
Wiedziałam, że do Australii nie ma szans, no ale...Australia do nas -  stało się realne.
W piątek pojechałam po Nią na dworzec.
Spotykamy się po raz pierwszy?Nikt by nie uwierzył:))
Potem rozmowy, rozmowy, zwiedzanie kawałka Poznania i znów rozmowy:)))
W niedzielę znowu dworzec - pewnie to był pierwszy i ostatni raz, ale cieszymy się, bo są inne środki komunikacji, a spotkanie było niesamowite;)


P.S.

Niestety jestem zmuszona zablokować komentowanie anonimowe, bo spam zalewa mi blog i skrzynkę mailową (czasem około 100 -zwariować można)
Założenie konta google naprawdę łatwe;)