wtorek, 11 czerwca 2019

miłe, chłodne powiewy

Lubię ciepło...naprawdę.
Najbardziej narzekam jak jest nagła zmiana temperatur, bo wtedy mam migreny.
Jednak z wiekiem   od jakiegoś czasu wolę  ciepło, a nie temperatury afrykańskie!



 Po pracy nie mogę od razu ruszyć autem, bo nie da się utrzymać kierownicy.
(Za to w Norwegii niektórym chłodniej...)
a w szkole , od jutra lekcje po 30 minut, właśnie ze względu na upał!

Ale, ale...

Jaki, w takich dniach, jest największy dowód miłości?? ;D

 - taki wczoraj przyszedł prezent od męża:



 tak to ja mogę !

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Moni Toplou i palmowa plaża Vai


Kolejny dzień rozpoczęliśmy śniadaniem w cudownych okolicznościach przyrody.
Jedliśmy pyszności i podziwialiśmy widoki.
Tomek mnie trochę poganiał, bo zaplanował ze szczegółami kolejny dzień.


I jak już mieliśmy ruszać okazało się, że akumulator padł.
W hotelu widzieli, że auto na światłach, ale nie wiedzieli kogo zawiadomić.Na szczęście podjechał pan, odholował do hotelowego warsztatu , podładował i po kwadransie mogliśmy ruszać w drogę



Nie musiałam kierować, więc podziwiałam otoczenie..
Ponieważ robiłam za przewodnika (żebym miała mapę w zasięgu oczu, a wolne ręce miałam kijek do selfi między nogami) powodzenie wyprawy było w moich rękach.A nie zawsze udało się szybko reagować;D

Czasem się zagapiłam, a czasem po prostu stawaliśmy na poboczu, żeby pooddychać, nacieszyć oczy, zrobić zdjęcia
Najpierw do Agios Nikolaos, a potem skręciliśmy na Sitię.




Chciałam koniecznie zobaczyć XV wieczny klasztor


Moni Toplou  - klasztor usytuowany na szczycie.Jeden z najpiękniejszych i najważniejszych klasztorów na Krecie.Jak twierdza o trzech kondygnacjach.
Muzeum , w którym są piękne ikony bizantyjskie, freski, ryciny, przedmioty kościelne.
Jest także stary dokument datowany na 132r, przed Chrystusem, z opisem sporu między dwoma miastami.
Z racji studiów mogłam się troszkę popisać wiedzą (co mnie cieszyło, bo to zwykle Tomek wie więcej;D)

W klasztorze nadal żyje czterech mnichów.a do klasztoru należą duże obszary ziemi.
Można kupić doskonałe wino, czy organiczną oliwę z oliwek





Wspaniała roślinność...






skromnie, ale...niezbędnie;D



Dziedziniec klasztorny....Cicho, pięknie, spokojnie...



Przepiękna mozaika.Takie mozaiki są popularne na Rodos, na Krecie są raczej rzadkością.


wewnątrz kościoła i w muzeum jest zakaz robienia zdjęć, więc ....zachowujemy w pamięci ;D

Jedziemy dalej , na palmową płazę Vai.

Nie powiem, żebym była bardzo zachwycona.Pogoda troszkę odpuściła i słońce nie grzało aż tak.Odważnie weszłam do wody (niestraszne kamienie, gdy się ma specjalne buty), a Tomek popłynął troszkę ponurkować.
Mieliśmy grube ręczniki, więc poleżałam sobie na plaży piaszczysto -żwirkowej;D





Stosik pamiątkowych kamieni? Kilka osób prosiło nas o "kamyszki " ale zrezygnowaliśmy ;D

 Na taras widokowy weszliśmy chętnie


Mimo, że wiało niemiłosiernie  mogłabym stać tam godzinami.

 Palmy, jak mówi jedna z legend, wzięły się stąd, że Kapitan Sparow pluł pestkami;D


Jak na Karaibach! Niektórzy pamiętają może reklamę batoników bounty.To właśnie tutaj była kręcona, choć to palmy daktylowe , a nie kokosowe ;D




Las palmowy jest pod ochroną, nie ma hoteli, nie można rozbijać namiotów, palić ognisk.Najbliższe kwatery są poza obszarem chronionym .Dało to efekty - miejsce jest urokliwe, czyste...

Wracaliśmy troszkę głodni, stąd zakupy.

 Takich bananów w Polsce nie kupimy -za małe
 za to pyszne!
 Zmęczeni, pełni wrażeń wróciliśmy do hotelu.
Codziennie takie pyszności (jedyne chyba, czego nie spróbowałam )

 Wolałam konkrety ;D


I wino oczywiście.
Bardzo polubiłam białe;D

piątek, 17 maja 2019

Inny świat

Tyle wrażeń, że nie mam czasu , ani możliwości technicznych, żeby wszystko fajnie pokazać.
Wczoraj szalony dzień - ten, kto parkował w Starym Browarze wie, jakimi ślimakami wjeżdża się na parking .Nie znoszę tego i zawsze mam ciśnięty żołądek.A to tylko chwila,  procent tego, co wczoraj przeżyłam.


Ale warto było! W życiu nie myślałam, że pojedziemy tak wysoko!
I nie uwierzyłabym, gdyby mi ktoś powiedział, że nad głową zobaczę krążące sępy płowe!
Poryczałam się ze wzruszenia.

Napiszę o tym na spokojnie, już w domu.



środa, 15 maja 2019

Kreta -dzień drugi.Lalapetra i Agios Nikolaos

Pierwszą noc spałam jak zabita, na co wpływ miały może cztery kieliszki wina , jak twierdzi Tomek, choć ja bardziej obstawiam wielkie, wygodne łóżko ;D

Po śniadaniu odebraliśmy pożyczone auto i ruszyliśmy na podbój Krety.
Pierwszym  punktem urocza Larapetra.
Zachwycaliśmy się wąskimi uliczkami, specyficznym klimatem , spokojem i życzliwością Greków.
Często używaliśmy nauczonych słówek, co wywoływało uśmiechy tubylców , a nierzadko odpowiedzi w naszym języku ;D



 Zwierzęta radzą sobie jak potrafią.

Potem pojechaliśmy na drugą stronę wyspy, nad zatokę Mirabello
Tomek wcześniej namiętnie słuchał vloga pewnej dziewczyny i koniecznie chciał mi pokazać sekretną plażę.
I muszę przyznać, że choć nie mogłam jej słuchać (specyficzny sposób mówienia) to  miejsce, które mi pokazał naprawdę mnie zachwyciło.
Najpierw troszkę się naszukaliśmy...


 ale jak już znaleźliśmy schody, to wiedzieliśmy, że jesteśmy na dobrej drodze...

 Dojść wcale nie było łatwo...

Widać złożony parasol...
 Woda jak w Morskim Oku...

 Tomek nurkował. Podziwiał ryby, jeżowce...
Ja tylko trochę się zanurzyłam, a potem opalałam..



Szkoda tylko, że te schody w górę były takie trudne do pokonania(udało się z dwoma przystankami:))


Potem pojechaliśmy do Agios Nikolaos -miasto na zachodnim wybrzeżu zatoki Mirabello.

Po drodze, w lekkim szoku, zobaczyliśmy , jak można jeździć z psem!




W tym mieście, które  było portem starożytnej miejscowości Lato Etera
szczególnie podobała mi się uliczka, która przypominała poznański deptak, czy sopocki Monciak ;D


Tutaj też porobiliśmy troszkę pamiątkowych zakupów, podziwialiśmy port , mozaiki...

A potem zwiedziliśmy bizantyjski Kościół Świętej Trójcy















Przy jednym sklepie wspomnieliśmy Zolinkę i Klarkę ;D

I oczywiście nie zapomnieliśmy o najważniejszym


Do hotelu wróciliśmy padnięci...
Jeszcze tylko kolacja....


i mała przekąska ...


No i okazało się, ale dopiero następnego ranka, że zostawiliśmy włączone światła w naszym aucie