sobota, 18 stycznia 2020

Prezent ślubny

Od Violetty i Madzi dostaliśmy oryginalny prezent ślubny.
Pudełko ręcznie robione 





W środku niespodzianka 




Zeszyt na udokumentowanie wykonanych zadań, koperty i jeszcze coś, czego nie wolno otwierać (na razie)..


Nadszedł czas na pierwszą kopertę..


I pierwsze zadanie;D

Tomek najpierw wymyślił, że mamy obejrzeć Hobbita i resztę opowieści Tolkiena, ale ...mi darował;D
Takie fory mam!
Za to obejrzeliśmy  Otchłań.



Nie powiem, podobało mi się , emocji nie brakowało.

Ja to raczej książkowa jestem, a nie filmowa, więc nie bardzo umiałam się zdecydować.
Na pewno " Szósty zmysł" , ale to film, który Tomek też lubi, więc wymyślałam dalej
- Isaura - haha, oglądał, bo to czasy, gdy wszyscy oglądali
- Nad Niemnem -no błagam, zasnę (a miało być bez marudzenia! :D)
Stanęło na :



 Nie sądziłam, że sprawi nam to tyle frajdy  ;D
Na razie mamy za sobą 1 część, ale Tomek wraca za kilka dni i już pytał, czy znalazłam cd.

Ja też czekam, bo jestem ciekawa, co w następnych kopertach!

Viola robi takie prezenty od lat.Nie opatentowała swojego pomysłu i teraz można znaleźć podobne w sklepie, ale nasz jest ułożony specjalnie pod nas.
I tylko Zolinka napędziła mi stracha, bo stwierdziła, że z niektórymi zadaniami mogę mieć kłopot!






niedziela, 12 stycznia 2020

dobry dzień

Wczoraj brak snu, zmęczenie i stres zaowocowały taką słabością, że troszkę alkoholu powaliło mnie jak Ursus tura;D
Przyjechała Beatka, pogadałyśmy do 1 w nocy, naładowałyśmy akumulatory.
Dziś wstałam z lekkim szumem w głowie - Becia się śmieje, że jak ktoś nie pił 45 lat, to ma kaca po wypiciu połowy lampki Sheridana;D

Koło 9 telefon ze szpitala , że Zolinkę wypisują.
Wycieli co nieco, w zamian dali katar i kaszel taki, że wyrywa poraniony brzuch, ale już słychać cień życia w głosie i radość, że wraca do domu( a wiadomo, że w domu nawet ściany leczą)
Piotr ją troszkę spasie i jest nadzieja, że będzie ważyć więcej, niż zabiedzona kura (z zazdrością patrzę,jak w porywach osiąga wagę 52 kg!)

Zaraz jedziemy na WOŚP.
Jak co roku.
Bywało, że do puszki wrzucaliśmy tyle, ile mogliśmy (na zasadzie ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka) ale zawsze byliśmy.
Nie wyobrażam sobie naszych szpitali i innych miejsc w których jest sprzęt zakupiony za nasze, wspólne grosze.
I nigdy nie zrozumiem,gdy ktoś jest przeciw, choć kiedyś był za , a nasze dzieci , zwłaszcza Grześ , bardzo korzystały.

motto na dziś
"Każdy dobry czyn, bez względu na to kto go wykonuje, czy człowiek wierzący, niewierzący, buddysta, muzułmanin, ma swoją ogromna wagę i buduje lepszy świat. Jerzy Owsiak potrafił nie tylko to zorganizować, ale zrobić to tak, żeby setki tysięcy, jeśli nie miliony ludzi poczuły się współodpowiedzialne i solidarne".
Małgorzata ChmielewskaChleb Życia - Siostra Małgorzata Chmielewska

piątek, 10 stycznia 2020

......

Powinnam spać, bo tydzień popołudniówek, a jutro na rano.
Powinnam, ale emocje mnie rozsadzają.
Trudno ten rok się zaczął.
Pisałam Wam, że nagle zmarł mój kolega, 2 stycznia dostałam wiadomość, że zmarli moi sąsiedzi.Najpierw kobieta zasłabła, mąż ją reanimował do czasu przyjazdu karetki, a potem, jak lekarz stwierdził zgon żony i on umarł.
Przedwczoraj zadzwoniła przyjaciółka, że jej wujek zmarł - nagle, zawał w pracy.
Dziś Zolinka miała operację, wiem, że wszystko poszło ok, ale ta wiadomość sprawiła, że ciśnienie zeszło i siedzę i ryczę zamiast spać.

Kruche to nasze życie.
Doceniam bardzo to, co mam.


Mila siedzi obok mnie ,co chwile zaczepia, jakby zapraszała do zabawy.
Małpiszon jeden.
Jak mam popki Sołtys odbiera Grzesia i opiekuje się nim i odwozi jak wracam z pracy.
Nie chciało mi się składać kanapy, więc tylko poukładałam pościele na kupkę i przykryłam kocem.
Sierściuch wygrzebał Kubusia Grzesia i zmasakrował.



To ukochany Miś, którego dostałam z pracy, gdy Grześ się urodził.
Był płacz.;(
Próbowałam wytłumaczyć, że może już pora, żeby się pożegnać, ale Gzub jeszcze nie jest gotowy.
Cóż było robić..allegro i już wybrany drugi.
Ale zanim przyślą Grześ śpi tak


A Mila?

chodząca niewinność..

wtorek, 31 grudnia 2019

Sylwester

Mija kolejny rok.
Chciałoby się napisać dobry rok, ale czy do końca?
Czy mogę być spokojna i szczęśliwa, gdy widzę, co się dzieje? Jaka przyszłość czeka nasze dzieci?
Oby w naszym kraju było lepiej, bo zdaje się, ze sięgamy dna;((


W niedzielę ruszyliśmy do Sopotu.
Auto zapakowane po dach, bo kupiłam Tomkowi materac z łusek gryki , który zajmował masę miejsca ( polecam wszystkim, którzy mają problemy z kręgosłupem, jesteśmy zachwyceni)
Ciuchy, prezenty, a na tylnej kanapie nafaszerowanego psa .
Tylko po tabletce Mila nie wymiotuje.

W połowie drogi relax :D
Spotkanie z Marzycielką .Dobre chwile; D

Reszta droga do domu minęła ekspresowo, poza ostatnim kwadransem, który trwał..godzinę!!
Takie korki;(

Wczoraj poszliśmy na spacer.
Miałam w końcu zobaczyć sztorm!
Wiało jak diabli!
Założyłam bieliznę termiczną, czapkę (!!!tak! Ja!!) rękawice
i co?
Wiało w stronę morza!!! To jakieś oszustwo!



Co do Mili, to jasna sprawa.od początku były ustalenia.
Pies dostaje suchą karmę.Dobrą, ale tylko taką.
I pies nie wchodzi na kanapę.Ma swoje miejsce.
Oczywiście zgodziłam się  :D

I co?
Pies śpi z nami.Wyrzucam ją, a ona po chwili włazi z powrotem.
tylko sucha karma?
jasne..
Tylko, że pan jeszcze gotuje pieskowi serduszka (cwaniara wyjada serca, a na podłogę wypluwa kulki karmy!)



Sylwestra spędzamy tak, jak lubimy -  z sobą ;D
Grzesiu przekomarza się z Tomkiem (wczoraj powiedział Tomkowi, że w naszym małżeństwie to ja jestem samicą alfa, bo jestem starsza;DD)

oglądamy ulubione filmy

wypełniamy zadania ślubne  (jeszcze o tym nie pisałam , napisze w Nowym Roku:D)

Życzę Wam , żeby ten Nowy Rok obfitował w dobre chwile.
Bądźcie zdrowi, szczęśliwi, zadowoleni.
I wyślijcie wagony mocy dla mojej przyjaciółki, bardzo tego potrzebujemy.





czwartek, 26 grudnia 2019

Boże Narodzenie

W taki czas nikt nie powinien być sam.
Z przerażeniem czytam o oddawaniu bliskich (starszych, niedołężnych) do szpitala, na przechowanie :(

 Z bólem myślę o tych, dla których ten czas jest szczególnie trudny,bo stracili kogoś bliskiego.
O Basi , której w lutym zmarła ukochana córeczka, o rodzinie naszych przyjaciół , którzy w sobotę będą  żegnać  brata.
Nieodmiennie od kilku lat szczególnie bliska jest mi ta kolęda, właśnie w tym wykonaniu



Cieszmy się wspólnymi chwilami, doceniajmy drobne (i większe ) radości.
Bądźmy dla siebie mili i życzliwi (niesamowitą radość sprawiły mi życzenia od Marcina, któremu niedawno porysowałam auto na parkingu)
Wybaczajmy sobie,bo pielęgnowanie tego, co boli naprawdę najbardziej szkodzi nam samym.
W razie nieporozumień po prostu rozmawiajmy, wyjaśniajmy , nie doszukujmy się złych intencji
( jakiś czas temu ofiarowałam swoją pomoc, bez zobowiązań,  z życzliwości, bo mi też wiele osób pomogło,a okazało się, ze ktoś poczuł się osaczony:( Szkoda, ale ..zostawiam to za sobą )
Bądźmy szczęśliwi, zdrowi, wypełnieni miłością i spokojem.
Może to brzmi patetycznie, ale polepszanie świata najlepiej zacząć od siebie.


W tym roku Sołtys pojechał na święta do swojej rodziny, 200 km.
Na tydzień zabrał Grzesia.
Tęsknię bardzo, , ale przecież oboje jesteśmy rodzicami.I tata też ma prawo spędzić czas z synem, a syn z ojcem.

Lusia  w Anglii, cieszę się, że choć paczka od nas doszła w Wigilię.

Za to do nas przyjechali synowie Tomka.
Wypracowujemy swoją tradycję;D

Kilka dni przed świętami mąż gotował bigos.
Dostałam troszkę do spróbowania i z przerażeniem dostrzegłam w nim ...marchewkę!
A jak jeszcze usłyszałam , że  dodał też majeranek , to od razu wiedziałam , że jakoś nie będę zachwycona.
W poniedziałek w pracy opowiadałam Zolince, jak teraz mamy.
Że inny bigos, że jeden syn musi mieć jajka w majonezie (tak! Na te święta) że sama zjem karpia, którego dostaliśmy, bo nikt poza mną nie je, ale za to będą krokiety i ryba po grecku :D

I nagle dostaję smsa, że jej brat właśnie powybierał całą marchewkę!
Ale na pytanie, co z majerankiem , odpisał tylko -nie przeginaj;D:D

Dobry czas ..
Rozmawiamy, cieszymy się sobą, prezentami, wspólnym oglądaniem  (obejrzeliśmy wiedźmina, o dziwo Gerald z głosem Żebrowskiego przypadł mi do gustu, choć oczywiście serial nie dorównuje książce)
Odwiedziliśmy też Zolinkę, której sześć lat temu (jak się wydawało) świat się skończył, gdy umarł mąż, a teraz poznała kogoś i wszyscy trzymamy kciuki, żeby im się udało;D

Jutro jedziemy do  Pysi, a popołudniu do przyjaciół na im Adama.
Dobrze, że jest Mila, bo jakoś trzeba spalić te kalorie;D

Życzę i Wam, żeby to było dobry, świąteczny czas , spędzony tak, jak lubicie, z tymi, których kochacie, z otwartością na innych.



Kto skorzysta?;D

niedziela, 15 grudnia 2019

Trzynastego -wszystko zdarzyć sie może

Niecierpliwie czekałam na męża.Umówiliśmy się, że przyjedzie tak, żeby dojechać do mnie do pracy, a potem do domu.
Okazało się jednak, że omyłkowo kupił bilet z Poznania do Sopotu zamiast odwrotnie :(
Dostał zaświadczenie w kasie, kupił bilet na późniejszy.

Wychodząc z pracy , ruszając z parkingu , najpierw przepuściłam pana w dużym aucie, a potem nie zauważyłam, że pan też kogoś przepuścił i go "puknęłam"
Straty niby niewielkie -u mnie lekki ślad na tylnym zderzaku, u niego zarysowanie na boku.Dogadalibyśmy się, ale niestety formowe auto, trzeba zgłosić.
Nie mieliśmy papierów, umówiliśmy się na sobotę.

Po ślubie doszliśmy do wniosku, ze nie ma sensu mieć dwóch aut, sprzedałam moja rakietę, kupiliśmy większe.
Żal mi było, że stracimy zniżki i chyba podświadomie denerwowałam się, co powie Tomek (wychuchane autko, to on o nie dba, sprząta, i w nie wlewa) 
Okazało się, że tylko stwierdził, ze to nic takiego, że zdenerwowałby się , gdyby był wypadek i mi by się coś stało.
Wczoraj odwiózł mnie do pracy, a potem przyjechał na spisanie szkody.
Pan, któremu uszkodziłam auto kiedyś pracował w mojej firmie..Im dłużej z nim rozmawiałam , tym bardziej go kojarzyłam (trzy miesiące pracowaliśmy razem, pracował jako kurier, woził materiał do laboratorium)
Wszystko dobrze się skończyło, poszli zrobić zdjęcia do dokumentacji, potem Marcin wrócił złożyć mi życzenia na święta .
Stwierdził, ze to naprawdę nic takiego , nie mam się martwić :D

Bo jak  bardzo się jednak  przejmowałam okazało się rano, jak przyszłam do pracy/
Słabo mi się zrobiło.
Przypomniałam sobie, ze nie jadłam od poprzedniego dnia, od 13! 
A już tak mam, że w stresie zapominam o jedzeniu.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy.
I nauczka na przyszłość, że oczy trzeba mieć dookoła głowy.

środa, 11 grudnia 2019

codzienność

Ostatnio Grzesiu zapytał
- jak się z tym czujesz, mamo, że za 21 dni święta?
Prawdę mówiąc nie czuję w ogóle, ze jest już tych dni mniej.

Dni galopują jeden za drugim.
Jakoś nie czuję, że będą święta.
Nie mam jeszcze wszystkich prezentów.

Grześ napisał list do Gwiazdora


Ja też! A co!


Pysia z chłopakami chodziła na roraty, a ja pilnowałam chorej wnusi.
Dzisiaj mi pisze (córka) że w kościele , gdy wszyscy mówili "moja wina, moja wina.." Majka z oburzeniem głośno powiedziała,że nie jej wina;D

Mila mnie zaskakuje i straszy!
Wczoraj Sołtys odprowadzał Grzesia do szkoły.Wracamy do domu, na korytarzu wywleczone kapcie Grzesia (odłożył tak, ze sięgnęła) i pogryziony podkład.
A psa nie ma!
W Grzesia pokoju mąż zamontował drzwi przesuwane.Mila i tak łapką je sobie rozsuwała, więc na uchwytach zakręcałam gumkę(tak, jak na uchwytach szafek jak dzieciaki były małe) żeby nie narobiła szkód -jeszcze zdarza jej się broić, jak to szczeniakowi.
Sprawdzam - jest!Ciepłe miejsce na kanapie pokazuje, co robiła;D
Pytam Grzesia, czy jak wychodzili był porządek , czy nie i czy oni ją tam zamknęli.
Twierdził , że nie. Zadzwoniłam do córki - nie była, napisałam do Sołtysa - jak wychodzili pies siedział w kuchni.
To jakim cudem nabroiła, a potem była zamknięta w pokoju???
Pojechałam do sklepu po nowy zamek i po Zolinkę, która jest wdową od 6 lat i w zeszłym roku poprosiła od Gwiazdora skrzynkę z narzędziami, bo tyle rzeczy naprawia sama, że to był artykuł pierwszej potrzeby!

I wymieniłyśmy zamek (szumnie powiedziane wymieniłyśmy -moja rola ograniczała się do małej pomocy)
Po 22 sms od Sołtysa, że widział jak Mila rozsuwa sobie drzwi na tyle, ile gumka pozwoli i włazi(mówił o tym, zapomniałam)
Cóż , tajemnica wyjaśniona, wejść mimo drzwi zamkniętych nabrało nowego znaczenia.

Pies rozpuszczany jak dziadowski bicz.
Pieszczoch nasz!
Nie wyrzuciłam starego legowiska, bo czasem tam śpi, mimo, że ledwo się mieści


Innym razem nawet duże jest za małe


Ale w nocy, nie wiem jak, i tak śpi na moim łóżku.

A jak już mam dość jej brykania to dostaje coś, co zajmuje ją  na dłuższy czas




Najbliższy czas mam przymusowy odpoczynek - przytrzasnęłam sobie palec drzwiami od auta:(
Boli jak diabli.
W domu siedziałam  w "samotni" i ryczałam z bólu.
Nie dość cicho, bo Grzesiu przyszedł mnie przytulić i pocieszyć, ze się zagoi.
Prawda, to nic, tylko rwie.
Jutro zobaczę, czy trzeba prześwietlić.dobrze, ze kciukiem nie piszę;D