Burze pozazdrościły nam spotkania blogerek i zrobiły sobie nocne spotkanie nad naszą łąką.
Trzaskało nieźle, na szczęście niedziela zapowiadała się pięknie.
Do Poznania dojechałam bez przeszkód, Futrzak już na mnie czekała.
W pociągu do Warszawy miałyśmy siedzące miejsca.
Potem tramwajem pół godziny podziwiałyśmy miasto , a na końcu czekała Rybeńka z Luchą.
Potem dojechały Gaga z Anią M i Ostre Starcie...
Gdyby ktoś przyglądał się z boku w życiu by nie uwierzył, że spotkałyśmy się po raz pierwszy w takim składzie.
Było rewelacyjnie.......już wiem jak się pije tequile!!!!
Padłam po północy, ale za to wstałam pierwsza, bo Futii nastawiła sobie budzenie, po czym...poszła chrapać dalej, a ja już nie mogłam.
Niestety zwijać się musiałyśmy szybko, bo grafik napięty- pociąg miałyśmy przed 11.Okazało się, że miejsc siedzących brak!
I jedyne, co można zrobić to poprosić konduktora o wskazanie miejsca!
Ha!Same widziałyśmy, że to nierealne!
W dodatku tym samym pociągiem jechała kolonia nad morze;/
Zajęłyśmy superowe miejsca obok wc.
Z gazet zrobiłyśmy siedzenia i byłoby w miarę dobrze, gdyby nie to, że ciągle były pielgrzymki w te i wewte.
Futrzak
ja
jeżyk dla Grześka
Naiwna zapytałam o miejsce pana konduktora, ale stwierdził, że chyba tylko na kolanach...
Gorączka mnie przyćmiła , bo za późno zastanawiałam się, czy na jego?;)
Potem przetrzymaliśmy pociąg!
Gorąco było, więc Futii otworzyła drzwi, żebym mogła pooddychać świeżym(?!)powietrzem.
Okazało się, że pociąg nie ruszy jak drzwi otwarte!!A żadna z nas nie słyszała pokrzykiwać konduktora.
Ale jakoś nie wyglądał na zagniewanego ;)
Martwiłam się tylko jak dojadę do pracy! Pociąg w Poznaniu o 14.15, a ja miałam zacząć o 15.15.
Godzina na dojazd w szczycie to troszkę mało. W dodatku byłam głodna, spocona i miałam wrażenie, że wszyscy czują, że siedziałyśmy obok wc!
Okazało się, że na samiuśki dworzec przyjechała po nas Michalina i odwiozła do domu!!!!!!!!!!!!!
Zdążyłam zjeść pomidorówkę i wziąć szybki prysznic!
Dziękuję!!!!!!
I to koniec wyjazdów na ten rok......chyba!
Miejsca przy kiblu zawsze były pożądane
OdpowiedzUsuńDzielne podróżniczki jesteście
no,Misia podziwiam Cię za te ostatnie wszystkie podróże ale najważniejsze,że wrażenia i emocje rekompensują niedogodności,które Was napotkały:)
UsuńI ja też :)
Usuńracja! wspomnienia są piękne, a kibelek...jeździłam w czasach, gdy było gorzej:))
UsuńMimo niedogodności podróży te uśmiechnięte buźki mówią same za siebie!
OdpowiedzUsuńDziewczyny jesteście cudne :)
O widze nie tylko ja wstrzymuje ruch kolejowy!
OdpowiedzUsuńBuziaki
Przyznam Ci się, że Cię wspominałyśmy - a raz nawet Futii coś tam (niby niechcący)szarpnęła!ale w drugą stronę;)
Usuńpróbowałam tylko...:D
Usuńcudownie!!!
OdpowiedzUsuńna jednej fotce widać 3 etapy picia tekili:)
OdpowiedzUsuńGaga sól, ja tekilę a Futi już zagryza limonką :)
A gdzie te fotki??????
UsuńTekila nie wyraziła zgody na upublicznienie- wstydzi się ;p
UsuńTorpedy, pershingi... błyskawice, to przy Was pikuś...Pan Pikuś. Zaliczyć w półtora dnia Warszawę, wypić tequillę (z cytrynką i solą?)i jeszcze zdążyć do Poznania do pracy.... No i oczywiście nagadać się...miszczostwo :):):)
OdpowiedzUsuńJaskółko, to zaledwie ostatni etap z Miśkowego objazdu, wcześniej były Kielce i Kraków, a wszystko w jednym tygodniu
UsuńAaaaaaaaaaaaaaa to lepsze ziółko:):):):)
Usuńa gdzie tam! wieźli mnie autem, gościli jak królową...żyć nie umierać:))
UsuńJeż jest debeściarski.
OdpowiedzUsuńJeż super :) Takie u nas chodzą :)
OdpowiedzUsuńSpotkania zazdroszczę, podróży nie bardzo... :)
faktycznie wybrałyście sobie trudne połączenie :/ najważniejsze, że wspaniała Michalina jak zwykle stanęła na wysokości zadania i podążyła z odsieczą :)
OdpowiedzUsuńBuźka :***
to prawda! Martwiłam się już, że nie zdążę, a tu taka niespodzianka!;))buziole;)
Usuńjesteście boskie!!!!!
OdpowiedzUsuńza to, że Wam się chce
za to, że podróżujecie PKP
i za to, że pijecie tequile :)
ja pierwszy raz piłam 16 lat temu na lotnisku JFK z przygodnie poznanym chłopakiem... ech, zmyślam, to nie byłam nie, a gdzie tam!!!!
ja nie piłam!! Ale patrzyłam z zachwytem;)
UsuńAle wariatki jesteśmy, to fakt;)
:o) Trzeba było tym pociągiem do mnie ;o)
OdpowiedzUsuń